Kolejne błędy Pawła Raczkowskiego?​

W niedzielnym meczu PKO Ekstraklasy Podbeskidzie Bielsko-Biała – Górnik Zabrze doszło do bardzo ciekawej i kontrowersyjnej sytuacji, która miała miejsce już w pierwszej minucie meczu. Sędzia Paweł Raczkowski uznał, że Marko Roginic nie był faulowany, z czym nie mogli pogodzić się ‘Górale’. Dlaczego mimo widocznego kontaktu z rywalem, podjął on taką decyzję?

Cała sytuacja miała miejsce w 20. sekundzie meczu. Rozpędzony pomocnik Podbeskidzia wbiegł w pole karne i stanął na piłce, przez co stracił równowagę i nie przejął kontroli nad futbolówką. Następnie wpadł w niego obrońca Adrian Gryszkiewicz i obaj zawodnicy upadli na murawę. Gospodarze domagali się rzutu karnego, jednak gwizdek Pawła Raczkowskiego milczał. Jak należy interpretować tę sytuację?

Otóż, gdyby zawodnik Podbeskidzia utrzymał się przy piłce to z pewnością byłby rzut karny i nikt nawet nie dyskutowałby o tym zdarzeniu. Tutaj jednak widzimy, że pomocnik ‘Górali’ nie przyjął piłki, przez co nie możemy uznać go za kontrolującego futbolówkę. 

Z kolei obrońca Górnika był rozpędzony, a zachowanie rywala stało się dla niego nieoczekiwanym i praktycznie nie miał on co zrobić. W efekcie wpadł on na zawodnika atakującego i oboje się przewrócili. Uważam, że decyzja sędziego Raczkowskiego była raczej prawidłowa. 

Mówię raczej, ponieważ patrząc na tę sytuację z drugiej strony, to powinniśmy oceniać efekt, którym jest przewrócenie rywala. W każdym razie, sytuacja ta nie jest czarno-białą, dlatego VAR nie mógł interweniować i np. zarekomendować sędziemu obejrzenie powtórki.

W pierwszej połowie meczu doszło do jeszcze jednej sytuacji, w której nie do końca wszyscy zrozumieli decyzję arbitra. Górnik strzelił gola na 0:2, który nie został uznany, ponieważ sędzia Raczkowski odgwizdał spalonego.                     Jak ukazały powtórki, spalony faktycznie mógł zaistnieć i był on naprawdę minimalny. 

Kontrowersyjna sytuacja (stopklatka dzięki uprzejmości Canal +) /informacja prasowa /Informacja prasowa

Cała sytuację kilka minut sprawdzali arbitrzy VAR, którzy ostatecznie potwierdzili spalonego.

Przewiń do góry